Aktualności Strefy Siatkówki

01.07.2009, 12:12

- Przy takich perspektywach i w wieku 25 lat zdrowie należy leczyć nawet kosztem występów w reprezentacji Polski - twierdzi najlepszy polski atakujący, Mariusz Wlazły. U podstaw absencji naszego podstawowego kadrowicza nie leży jednorazowa kontuzja.

„Kto ma Wlazłego, ten ma mistrzostwo Polski" - to znane już dobrze zdanie Pawła Papkego najlepiej oddaje obciążenia, z jakim musi sobie radzić na co dzień jeden z najlepszych polskich siatkarzy. Mariusz Wlazły to dla drużyny, w której występuje, murowane 20-30 punktów zdobytych w ciągu meczu. Matematyka jest zatem dość prosta: kilkadziesiąt prób ataku w każdym meczu musi prowadzić do wyeksploatowania stawów kolanowych. Ważne, że w odpowiednim momencie atakujący Skry powiedział „stop" i poddał się gruntownej rehabilitacji.

U podstaw absencji naszego podstawowego kadrowicza nie leży jednorazowa kontuzja nabyta w ostatnim okresie rozgrywek. - To raczej efekt kumulowania się urazów, który sięga jeszcze okresu juniorskich występów tego zawodnika. Nie ma sensu, żeby Mariusz dłużej grał dzięki środkom przeciwbólowym. Trzeba podreperować jego zdrowie i przywrócić do czynnego grania za kilka miesięcy. Trudno powiedzieć kiedy, bo wiele zależy od tego, w jakim momencie będzie najbardziej potrzebny - zaznacza lekarz kadry, dr Wojciech Łucarz .

Rehabilitacja Wlazłego nie zakłada na szczęście zabiegów chirurgicznych, czy innych poważnych interwencji lekarskich. - Ustaliliśmy, że proces powrotu do zdrowia naszego zawodnika będzie przebiegał wielotorowo. Wrocławski ośrodek pod kierownictwem doktora Andrzeja Czamary zapewnia mu kompleksową fizykoterapię i ćwiczenia ogólnorozwojowe. Mariusz ćwiczy pod okiem fachowców przynajmniej dwa razy dziennie i liczymy na to, że wkrótce wróci do pełni sił - dodaje trener Skry Bełchatów, Jacek Nawrocki .

Pozostaje jeszcze powracające pytanie, czy aby nasz boiskowy łowca punktów nie został już kompletnie „wyżyłowany" z zapasów zdrowia. Po częstych problemach ze skurczami i nieplanowanych wizytach na ławce rezerwowych w kadrze Raula Lozano, utarły się takie sformułowania jak „syndrom Wlazłego" czy „chłopak z organizmem 40-latka". W opinii fachowców takie prasowe diagnozy są daleko krzywdzące. - Absolutnie, podkreślam, absolutnie nie ma tu mowy o wypaleniu Mariusza Wlazłego. To nie jest zawodnik, który znajduje się u kresu swoich biologicznych możliwości, jak czasem bywa przedstawiany. Ręczę, że jest mu potrzebna rehabilitacja, po której wróci do pełni sił - mówi z naciskiem dr Łucarz.

Częścią powodzenia rekonwalescencji „asa" Daniela Castellaniego są... dobre występy jego młodych zmienników. Na razie Jakub Jarosz i Marcel Gromadowski dają z siebie wszystko, żeby zapełnić wyraźną lukę po „Szamponie". Jeżeli jednak zaczną zawodzić w najważniejszych imprezach zaplanowanych na kolejne miesiące, to ktoś ze środowiska siatkarskiego może wpaść na niezbyt szczęśliwy pomysł, by namówić Wlazłego na skrócenie urlopu i powrót do grania. Rozsądek nakazuje jednak inwestować w 25-letniego zawodnika, czyli pozwolić mu się gruntownie wyleczyć, a nie przedwcześnie kończyć jego karierę.

 

autorem artykułu jest Andrzej Mitek - Sport

 


źródło: Sport

nadesłał: Bartosz Wencław

zgłoś błąd