Aktualności Strefy Siatkówki
Piłki nożnej nie przebijemy, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by siatkówka zajmowała drugie miejsce - zgodnie potakują byli mistrzowie świata i olimpijscy. O szaleństwie, związanym ze zdobyciem mistrzostwa Europy, pisze katowicki „Sport".
Kraj opanowało jedno wielkie szaleństwo. Po Adamie Małyszu , urodziwych „złotkach", czy sukcesach Otylii Jędrzejczak , teraz w centrum zainteresowania są reprezentacyjni siatkarze. Po zdobyciu złotego medalu mistrzostw Europy skalą popularności na pewno przebili wszystkich polityków, ale też gwiazdy kina i estrady. Tylko patrzeć jak Piotr Gruszka wystąpi w programie „Taniec z gwiazdami", zaś Paweł Zagumny będzie próbował swoich sił w „Jak oni śpiewają". Dla pozostałych siatkarzy jeszcze parę programów kulinarnych, podróżniczych czy tym podobnych by się znalazło.
Warto jednak się zastanowić, czy przypadkiem nie zagłaszczemy naszych mistrzów Europy? - Gdyby feta trwała nawet miesiąc, to jestem spokojny o przyszłość siatkarzy - śmieje się mistrz świata i olimpijski, dziś dyrektor sportowy AZS Częstochowa, Ryszard Bosek. - Tym chłopakom należą się słowa uznania za to osiągnięcie. Nie przypuszczam, by zawodnikom przewróciło się w głowach, bo oni, przynajmniej po części, są już uodpornieni na sławę. Kilku z nich już w swój życiorys ma wpisane wicemistrzostwo świata i sami o siebie zadbają. Nad resztą na pewno czuwa trener Daniel Castellani, jego sztab współpracowników oraz władze związku. Teraz na pewno jesteśmy bogatsi o doświadczenia z mistrzostw świata. Zdobyliśmy srebrny medal i doskonale pamiętamy, co się zdarzyło podczas kolejnych mistrzostw Europy w Moskwie. Ta historia już na pewno się nie powtórzy.
- Niech świętują, jak zapowiedział zaraz po ostatnim meczu Castellani, przez 10 dni, bo mają do tego prawo - dodaje kolejny podwójny złoty medalista, Zbigniew Zarzycki . - Nie jest sztuką wygrywać, gdy ma się 215 cm i siłę konia, myślę o Rosjanach z przeszłości i teraźniejszości, ale wygrywać w takim eleganckim stylu. Występ naszych siatkarzy to klasyczna doskonałość.
Mistrzostwo świata i olimpijskie z lat 70. trudno porównywać z obecnymi sukcesami, bo nie tylko obowiązywały inne reguły gry, ale również inna była siła dyscypliny. Niemniej i mistrzowie sprzed lat, i obecni złoci medaliści pokazali twarde charaktery. - Gdy rywal ma piłkę meczową w górze, to wielu zawodników w tym momencie ma prawo się załamać - przekonuje Bosek . - A tymczasem Piotr Gruszka dołącza do bloku kolegów i stanowi ścianę nie do przebicia. To najlepiej świadczy o niesłychanej odporności psychicznej tych chłopaków .
- Przed półfinałami mieliśmy w meczach różne momenty, ale to co stało się potem było nadzwyczajne - uważa Zarzycki . - Przed decydującym starciem wiedzieliśmy co grają Rosjanie i Bułgarzy, a tymczasem wychodzą nasi siatkarze i cały świat oniemiał. Bułgarskich rywali zdeklasowali i na dodatek upokorzyli ich w obecności ich prezydenta. Szkoda tylko, że naszego przy tym nie było .
- Po meczach eliminacji przekonywałem wszystkich, że gramy dwójkami Bąkiewicz z Jaroszem czy Zagumny z Gruszk ą - zwraca uwagę kolejny mistrz świata, trener Stanisław Gościniak . - Wówczas przekonywałem, że jeżeli zaistniejemy jako drużyna, nie będziemy mieli sobie równych. I tak też się stało .
Selekcjoner Daniel Castellani miał trudne zadanie, ale wraz z siatkarzami dokonał rzadkiej sztuki i jego zespół jest najlepszy na Starym Kontynencie. - Jestem pod wrażeniem pracy Castellaniego, jego fachowości oraz prowadzenia zespołu - mocno akcentuje Zarzycki , który Raula Lozano krytykował na każdym kroku. - Miałem prawo, bo miliony razy skakałem do bloku, zbijałem piłkę i ją broniłem. W takiej sytuacji jest Castellani, bo on zapach szatni poczuł jako zawodnik. A Lozano? Śmiem wątpić. Castellani znakomicie prowadził drużynę i podczas przerw nie opowiadał co było przed chwilą, lecz starał się nakreślić kolejną akcję. A jego poprzednik wrzeszczał, że ktoś się spóźnił do bloku czy źle się ustawił do odbioru. Co ja gadam; zapomnijmy o wszystkim co było złe...
- To prawda; naszym największym atutem była zespołowość - przyznaje Bosek . - Każdy z siatkarzy dołożył swoją cegiełkę do końcowego sukcesu. Zgoda buduje i to porzekadło pasuje jak ulał do naszej drużyny. Panowała w niej znakomita atmosfera i nikt nie miał much w nosie. Zawodnicy żyli tym co się dzieje na parkiecie, a nie patrzyli w sufit i nie myśleli o niebieskich migdałach.
- Taktyka może nie była zbyt skomplikowana, ale realizowana z żelazną konsekwencją - twierdzi trener Gościniak . - Nawet po przegraniu seta z Francuzami byłem przekonany, że wygramy to spotkanie. Takiej koncentracji w naszym zespole chyba nigdy nie widziałem.
Półfinałowy mecz z Bułgarami okrzyknięto jako najlepsze w ostatnich dwóch dekadach. - E tam, zaraz w dwóch dekadach. Ostatni raz widziałem tak dobrze grających Polaków podczas igrzysk olimpijskich, gdy zdobywaliśmy złoto - śmieje się Zarzycki . - Oniemiałem z wrażenia, gdy widziałem tych bułgarskich gwiazdorów.
- Młodzi nabrali już doświadczenia, zaś starzy otrzymali dodatkową porcję adrenaliny i wyzwolili nowe pokłady sił - twierdzi trener Gościniak . - Przed nami mistrzostwa świata i - mam nadzieję - nie popełnimy błędów z ostatnich lat. Cel jest jeden - doskonalić swoje umiejętności, a o wyniki jestem spokojny .
- Dwanaście lat czekałem, by talent Piotra Gruszki eksplodował, bo przecież w juniorskiej imprezie również zdobywał miano MVP - przypomina Zarzycki. - Jak doskonale rozwinął się Michał Bąkiewicz, jakie postępy poczynili Kuba Jarosz, Bartek Kurek czy Marcin Możdżonek? Znakomicie! To wszystko zasługa Castellaniego i czapki głów przed tym szkoleniowcem. Siatkarze za czasów Lozano byli w takiej sytuacji, w jakiej teraz są koszykarze pod rządami Muli Katzurina. Reżim w każdym calu nie zawsze przynosi dobre efekty.
Czy siatkówka może stać się sportem narodowym? Tu i teraz siatkarze są w blasku jupiterów i co do tego nikt nie ma wątpliwości. - Siatka nigdy nie będzie przed piłką - odpowiadają jak jeden mąż nasi mistrzowie sprzed lat.
- Współczuję kibicom piłki nożnej, że nie mają powodów do radości, bo też kiedyś kopałem piłkę - uśmiecha się Gościniak . - Może i dla nich przyjdą lepsze czasy, ale teraz tę „siatkarską" pogodę trzeba wykorzystać. Może uszczkniemy co nieco z tej popularności.
- Mam powiedzieć prawdę? - zastanawia się głośno Bosek. - Wystarczy, by piłkarska reprezentacja odniosła jeden spektakularny sukces, a kibice natychmiast zapomną o sukcesach siatkarzy. Taka jest prawda - dodaje słynny „Bubu".
- Siatkówką jest grą trudną technicznie i mało przyswajalną dla dzieciaków - podkreśla „Zuzu". - Może dlatego nie osiągniemy takiej popularności, ale i tak o siatce jest zdecydowanie więcej niż za naszych czasów. I tak trzymać!
Siatkarze sami sobie ustalili wygórowane normy i teraz kolejne turnieje najwyższej rangi będą oglądane przez pryzmat złota z Izmiru.
źródło: Sport
Zobacz również:
- 14-stu siatkarskich Gortatów
- Marek Magiera: To jest sport, tutaj niczego przewidzieć się nie da
- To nie sen...
- Mirosław Drzewiecki: Siatkówka może na nas liczyć!
- Jakub Jarosz: Złoto dedykuję rodzinie






![Reprezentacja Polski na turnieju finałowym World Grand Prix 2010 [25-29 sierpnia 2010]](foto1/5/451/_mini.jpg)
![Reprezentacja Polski na World Grand Prix 2010 [20-22 sierpnia 2010]](foto1/5/450/_mini.jpg)
![Reprezentacja Polski na World Grand Prix [13-15 sierpnia 2010]](foto1/5/449/_mini.jpg)
![Reprezentacja Polski na World Grand Prix 2010 [6-8 sierpnia 2010]](foto1/5/448/_mini.jpg)





