Aktualności Strefy Siatkówki

Wojciech Szczurowski: Nadzieja na lepsze jutro umrze ostatnia

13.12.2009, 12:13
Burza Wrocław

We wrocławskiej, męskiej siatkówce nie dzieje się najlepiej. Problemy finansowe nie pozwalają zawodnikom na normalną pracę Co jest tego przyczyną? Brak podstawowego zaplecza, który związany jest oczywiście z brakiem pieniędzy. O problemach Burzy opowiada Wojciech Szczurowski.


Jesteście liderem rozgrywek Waszej drugoligowej grupy. Wczoraj jednak wygrać z Rośkiem Syców się nie udało. Jak to jest grać bez treningów? Po raz kolejny zagraliście mecz niemal bez przygotowania...

- Jakoś w tym sezonie od początku mamy pod górę... Brak własnej hali i chyba wszystkiego, co potrzebne jest do uprawiania sportu na jakimkolwiek poziomie. Nie chcę nas usprawiedliwiać za wczorajszą przegraną, ale każdy ma jakieś granice wytrzymałości, a nasze i tak już chyba są rozciągnięte do granic możliwości...

Przegrany mecz, trudna sytuacja klubu. Podczas wczorajszego meczu nie byłeś także w pełnej dyspozycji ze względu na chorobę. To na pewno również wpłynęło na Twoją postawę na boisku...

- Ciężko się gra, kiedy ma się świadomość, że za kilka dni może już nie być klubu. Można sobie wmawiać: „Dobra, sprężamy się, nie myślimy o całym tym gównie!", ale ile razy można się w ten sposób oszukiwać? Myślę, że i tak bardzo daleko na tym „zajechaliśmy", ale wszystko ma swój koniec.

Oliwy do ognia dolali także przybyli z Sycowa kibice, których zachowanie pozostawiało wiele do życzenia. Prowokujący zawodników, nietrzeźwi, po zakończeniu spotkania wezwali policję...

Szkoda o tym mówić...

Ostatnie doniesienia prasowe pokazują, że sytuacja w klubie Burzy Wrocław nie jest ciekawa. Co możesz powiedzieć na ten temat?

- Nieciekawa to chyba najbardziej delikatne określenie, jakiego można użyć w tej sytuacji. Brak płatności, brak własnej hali, brak sprzętu sportowego (gramy w koszulkach po zawodnikach z zeszłego sezonu), brak mieszkań dla chłopaków (ile można mieszkać w 5 osób w 2 pokojach?). Mógłbym tak jeszcze długo wymieniać, ale to chyba nie ma sensu. Może powiem, co jest: super atmosfera wśród nas - zawodników. No i to chyba tyle...

Problemy finansowe klubów siatkarskich nie są Ci obce. Kiedyś Gwardia Wrocław, potem Trefl Gdańsk, teraz ponownie klub wrocławski. Z czego wynika fakt, że w stolicy Dolnego Śląska pojawiają się takie kłopoty?

- Chyba mam już takiego pecha w życiu, że trafiam na ludzi, którzy nie potrafią mierzyć sił na zamiary. Obliczając wydatki, nie bazują na tym, co mają, ale na tym, co chcieliby mieć. Równie dobrze mogliby opierać budżet na wygranej w totolotka. A co do sytuacji w stolicy Dolnego Śląska... No cóż, to bardzo smutne, że w tak wielkim i prężnie rozwijającym się mieście nikt nie ma ochoty wspomóc ciekawej i popularnej dyscypliny, jaką jest siatkówka. To przecież siatkarze i piłkarze ręczni przynoszą nam w ostatnich latach powody do dumy, wygrywając na arenach międzynarodowych. To przecież na ich meczach hale sportowe zapełniają się do ostatniego miejsca. Może wreszcie we władzach miasta znajdzie się osoba, którą to poruszy. Jak na razie to po prostu WSTYD i nawet nie ma sensu dalej tego komentować.

Gwardia finansowo wyszła na przysłowiową prostą, jednak mimo to odnotowała spadek do niższej ligi w poprzednim sezonie. Byłeś wtedy jednym z jej zawodników. Teraz gracie dobrze, a problemy pojawiają się znowu. Z czego więc może wynikać zła sytuacja męskiej siatkówki we Wrocławiu?

- Oba te kluby to dwie różne sytuacje, ale podłoże mają to samo - finanse... Gwardia sama się zdegradowała do niższej ligi, bo nie chciała podpisywać wirtualnych kontraktów. Zrobiła to, na co było ją stać w danej chwili. Trudno mieć do niej pretensje. Myślę, że należy chwalić ją za rozsądek. Burza ma teraz super wyniki pod względem sportowym. Finansowo nie jest ciekawie. Jeżeli nie znajdzie się sponsor w ciągu kilku dni to klub zniknie i chyba już długo się nie pojawi.

Czy o sponsora w tak dużym mieście jest naprawdę trudno, czy może sposób jego poszukiwania jest nieodpowiedni?

- Nie mam pojęcia, czy jest tak trudno go znaleźć, bo ja go nie szukałem. Szkoda, że miasto nie poczuwa się do pomocy klubom sportowym. I nie mówię tu tylko o siatkówce. Gdzie jest koszykarski Śląsk? Gdzie są pozostałe dyscypliny? Wydaje się, że tylko piłka nożna się liczy, ale jest piłka nożna w Polsce, wie każdy. Afera goni aferę. O reprezentacji nie wspomnę, bo chyba nie ma, o czym mówić...

Czy jako podstawowy zawodnik Burzy widzisz jakiś sposób na rozwiązanie obecnych problemów?

- Nie mam pojęcia. To wszystko zaszło już tak daleko, że teraz to chyba potrzebujemy cudu, a ja jestem za stary, żeby w niego wierzyć. Bez pomocy władz miasta i firm z naszego regionu do oglądania pozostanie niedługo jedynie kino i teatr, bo sport obejrzymy tylko w Polsacie-Sport.

Widać, że bardzo zależy Ci na całym zespole, że przejmujesz się zawodnikami, którzy w razie ewentualnego rozpadu klubu zostaną bez pracodawcy. Czy widzisz jakąś szansę dla tych młodych, utalentowanych siatkarzy?

- Niestety, jeżeli ziści się najgorszy scenariusz i do końca roku nie znajdziemy sponsora to kariera tych młodych ludzi się zatrzyma. Byłaby to ogromna strata. Przed nimi jeszcze kilkanaście lat gry i to na wysokim poziomie. Każdy stracony przez nich sezon to coś, czego nie da się odrobić nawet ciężkimi treningami.

Od zeszłego sezonu występujesz w jednej drużynie z Adrianem Mihułką i Łukaszem Karpiewskim. Ci siatkarze są obecnie wypożyczeni z wrocławskiej Gwardii. Co stanie się z nimi, jeśli Burza się rozpadnie?

- Nie mam pojęcia, ale wszystko wskazuje na to, że będą musieli mieć przymusową przerwę w graniu, bo na zmianę klubu nie pozwalają przepisy PZPS.

Jak zatem można Wam - jako klubowi - pomóc?

- W obecnej sytuacji każda forma pomocy będzie mile widziana. Czy to będzie pomoc materialna w postaci wody, czy to będzie możliwość wynajęcia sali do treningu po preferencyjnych cenach, czy pomoc w pozyskiwaniu sponsora... Za każdą formę pomocy będziemy bardzo wdzięczni i na pewno jej nie odrzucimy!

Czy jest coś jeszcze, co chciałbyś przekazać wrocławskim kibicom i sympatykom siatkówki?

- Ja ze swojej strony mogę obiecać, że jako drużyna zrobimy wszystko, żeby nie zawieść pokładanych w nas nadziei. Będziemy się starać, aby osiągnąć jak najlepszy wynik sportowy dopóki starczy nam sił i wytrzymałości. A nadzieja na lepsze jutro umrze ostatnia...

* Z Wojciechem Szczurowskim rozmawiały: Anna Gumowska, Magdalena Jagintowicz oraz Joanna Chmiel


źródło: przegladligowy.com / siatkowka.net / volleylife.pl

nadesłał: Danuta Rękawica

zgłoś błąd

Podziel się linkiem: facebook twitter gg wykop google