Aktualności Strefy Siatkówki

06.09.2010, 19:41

O zakończonym turnieju Kinder+Sport, organizacji tego typu rozgrywek, tegorocznych mistrzostwach świata i swojej decyzji o powrocie do kraju i grze w PlusLidze siatkarzy specjalnie dla Strefy Siatkówki opowiedział Sebastian Świderski.

Edyta Bańka: Po raz kolejny jest Pan ambasadorem turnieju Kinder+Sport, jak wyglądały początki tej współpracy?

Sebastian Świderski: To jest mój trzeci turniej jako ambasadora, w zeszłym roku kontuzja i zerwane ścięgno Achillesa uniemożliwiła mi przyjazd tutaj. Zaczęło się od propozycji czy nie chciałbym uczestniczyć w tego typu turnieju. Zgodziłem się, ponieważ wiedziałem że to będzie fajny pomysł. Zresztą jak widać pomysł który się rozwija, co roku coraz więcej uczestników, z tego powodu należy się tylko cieszyć. Możliwość wzięcia udziału w tym turnieju jest dla mnie naprawdę wielkim wyróżnieniem.

Ideą rozgrywek, podkreślaną przez organizatorów ma być tworzenie 'aktywnego pokolenia'. Jak ze swojej perspektywy oceniłby Pan organizację tego typu zawodów, skierowanych do młodych zawodników?

- Należy się cieszyć, że dzieci chcą się bawić w siatkówkę. Lepiej niech pójdą na salę, poodbijają piłkę, pograją, trochę się nauczą tego aktywnego trybu życia, niż mają siedzieć gdzieś pod klatką, pod blokiem nic nie robiąc. Także wielkie brawa przede wszystkim dla trenerów i nauczycieli, którzy chcą się zajmować tym sportem, pracować z tymi dziećmi i im pomagać. A my jesteśmy takim dodatkiem do tego programu i cieszę się, że możemy im pomagać.

W tym roku łącznie było blisko 25 tys uczestników, w porównaniu z ostatnimi latami odnotowano duży wzrost popularności turnieju. Analizując te wynik jest szansa na lepszy rezultat za rok?

- Mam taką nadzieję, z tego co wiem ta promocja trwa, teraz trzeba troszeczkę pojeździć po kraju. Jest też wiele zapytań jak zapisać się do tego turnieju, w jaki sposób można trafić na finały, jaka jest droga. Także wierze w to, że za rok pobijemy trzydziestkę (30 tys).

Nagrodą główną jest wspólny wyjazd na mistrzostwa świata we włoskim Trieście. Wiadomo już jak będzie wyglądał pobyt zwycięzców na turnieju?

- Wstępnie tak, bo na razie nie wszystko jest dokładnie ustalone. Na wstępie na pewno będą trzy mecze, które są do obejrzenia, treningi z dzieciakami, oglądanie treningów reprezentacji Polski i Kanady. Wspólna kolacja i rozmowy, także tego czasu będzie na pewno bardzo dużo i mam nadzieję, że te dzieci mile spędzą czas i przeżyją niezapomniane emocje.

Nie będzie Pan mógł wspierać naszej reprezentacji na boisku. Jak aktualny wicemistrz świata ocenia szanse Polaków na najbliższych mistrzostwach?

- Nie można przed turniejem powiedzieć, że jedziemy tylko żeby wyjść z grupy. Reprezentacja Polski w zeszłym roku zdobyła mistrzostwo Europy, bronimy również tytułu wicemistrzów świata więc to już obliguje do czegoś. Na pewno chcielibyśmy znaleźć się w trójce, wywalczyć medal, ale takich reprezentacji jak my jest dużo więcej, więc na pewno nie będzie łatwo. Mam tylko nadzieję, że uda się stworzyć taką grupę jak na zeszłorocznych mistrzostwach Europy, zawodników którzy wierzą w to, co robią i mają jeden cel. Jeżeli to się uda zrobić, to o wynik będę spokojny.

Zdobywane w ostatnich latach tytuły sprawiają, że oczekiwania wobec reprezentacji są coraz większe. Czy te sygnały są odczuwalne przez zawodników, wokół kadry wytwarza się ciśnienie i to spore?

- Niestety jest to odczuwalne i nie zawsze sprzyja wynikowi. Kolejny rok spotykamy się z tym samym, cztery lata temu, po mistrzostwach świata, niestety nie udało się udźwignąć tej presji, ale teraz jesteśmy bardziej doświadczeni i wierzę w to, że chłopaki poradzą sobie z tym ciśnieniem, które jest wokół, również z tymi negatywnymi komentarzami na ich temat. I pojadą na te mistrzostwa z pustymi głowami, w tym sensie że ta fala krytyki, która jest wokół nie będzie dla nich słyszalna

Mimo coraz lepszych wyników i kolejnych sukcesów naszych siatkarzy i siatkarek wciąż w kontekście sportu narodowego w Polsce mówi się o piłce nożnej. Kiedy w tej rywalizacji na pierwszej pozycji znajdzie się siatkówka?

- Trudno powiedzieć, nie chcę abyśmy byli porównywani do piłki nożnej. Piłka nożna to jest w naszym kraju jakiś ewenement, ponieważ wyniki nie tylko reprezentacji, ale również w rozgrywkach klubowych są na niespełna średnim poziomie. A wiadomo, że siatkówka w naszym kraju jest rozwinięta bardzo mocno i ciężko jest przebić się przez tę barierę. Natomiast my chcemy robić swoje , mieć swoich kibiców, chcemy aby na nasze mecze przychodziły całe rodziny i aby te rodziny fajnie się bawiły. Jeżeli w pewnym momencie siatkówka stanie się sportem nr 1. to fajnie, jeżeli nie- będziemy robić swoją robotę, a na chwilę obecną widać, że to scala całą naszą siatkarską brać.

Po wielu latach gry we włoskiej Serie A, zdecydował się Pan na powrót do Polski i grę w ZAKS-ie Kędzierzyn-Koźle, co miało decydujący wpływ na podjęcie takiej decyzji?

- Z jednej strony sentyment, z drugiej wiedziałem do czego wracam i czego mogę się spodziewać. Miałem okazję grać w tym klubie 3 lata, wiedziałem że od strony organizacyjnej klub jest bardzo dobrze poukładany i mam nadzieję, że teraz podtrzymam to zdanie. Między innymi moja decyzja była spowodowana tym, że znam już wiele osób  w Kędzierzynie, więc nie będę zaczynał od zera tylko już od jakiegoś wyższego poziomu. Dzięki temu ta decyzja była na pewno łatwiejsza.

W Kędzierzynie-Koźlu zbudowano mocny zespół, który z pewnością będzie liczył się w walce o tytuł mistrzowski rozgrywek PlusLigi. Czy właśnie ZAKSIE uda się zdetronizować SKRĘ Bełchatów?

- Zdetronizować SKRĘ Bełchatów będzie bardzo ciężko, jest to zespół który budował się przez kilka lat, prezentuje się bardzo dobrze również na arenie międzynarodowej. My chcemy stworzyć swój zespół, swój klimat, drużynę która będzie z nimi walczyła. Zdetronizować Bełchatów będzie ciężko, ale jeżeli uda się ich pokonać to będzie świadczyło, że nasza drużyna jest dobrze zbudowana. Jeżeli nie- będziemy budować na następne lata, chcemy walczyć o najwyższe laury, ale nie oczekujemy że tak będzie już w pierwszym roku. Wierzymy, że znajdziemy się na podium mistrzostw Polski i coś może ugramy w europejskich pucharach.

O tego roku pojawia się również nowy system ligowy, zakładający rozgrywanie spotkań w trybie środa- sobota. To może być trudny sezon...

- Rzeczywiście będzie bardzo trudno, bo nie będzie czasu na treningi. Co za tym idzie jeśli zabraknie czasu na treningi automatycznie poziom się obniży. Ale cóż, my jesteśmy tylko tym ostatnim ogniwem w tym całym łańcuszku i nikt się nas nie słucha. Nikt nie słyszy naszego 'wołania na pustyni', cóż nic nam innego nie pozostaje jak tylko zacisnąć zęby i grać i wierzyć w to, że nikomu nic się nie stanie i w przyszłym roku reprezentacja będzie zdrowa, a zawodnicy przyjadą gotowi do gry.

* Z Sebastianem Świderskim rozmawiała Edyta Bańka (Strefa Siatkówki)


źródło: inf. własna

nadesłał: Edyta Bańka

zgłoś błąd

Podziel się linkiem: facebook twitter gg wykop google