Aktualności Strefy Siatkówki

07.02.2012, 15:05

- Cały czas powtarzam, że w siatkówce nie ma wyniku, z którego nie da się wygrać, ani takiego, z którego można być zadowolonym - powiedział po zwycięskim meczu z Zawiszą Sulechów trener Piasta Netto Szczecin, Rafał Prus.

W miniony weekend siatkarki Piasta Netto Szczecin po zaciętym spotkaniu okazały wyższość na własnym parkiecie nad Zawiszą Sulechów. - Wreszcie wygraliśmy mecz z zespołem z pierwszej czwórki - cieszy się Rafał Prus. - Dla dziewczyn, które doszły do nas w trakcie sezonu, jest to bardzo dobre przetarcie i dodatkowy zastrzyk adrenaliny, która mobilizuje do ciężkiej pracy. Bo nie ma co ukrywać, że przechodząc z wyższej ligi do niższej nie wszystkie mecze gra się na poziomie najwyższego ryzyka - dodaje na antenie Polskiego Radia Szczecin szkoleniowiec zachodniopomorskiej ekipy.

Jednak losy spotkania ważyły się do ostatnich piłek. Niewiele brakowało, by o końcowym zwycięstwie jednej lub drugiej drużyny zdecydował dopiero tie-break. Mimo, że szczecinianki w czwartej odsłonie prowadziły już 21:11, to ambitna postawa sulechowianek sprawiła, że na świetlnej tablicy pojawił się remis 23:23. Ostatnie słowo należało jednak do gospodyń, które mogły cieszyć się ze zdobycia kompletu punktów. - Troszkę za bardzo uwierzyliśmy, że przeciwnik już rozłożył ręce. Po raz kolejny „rozbujaliśmy" rywala do tego stopnia, że końcówka czwartego seta była bardzo nerwowa - mówi trener Prus. - Ja cały czas powtarzam, że w siatkówce nie ma wyniku, z którego nie da się wygrać, ani takiego, z którego można być zadowolonym. Każda akcja ma uczyć czegoś nowego. Nie można popełniać głupich błędów, dzięki którym przeciwnik łatwo zdobywa punkty. Mamy prawo się mylić, rywal ma prawo skończyć piłkę, bo taki jest sport. My za bardzo się wyluzowaliśmy, chcieliśmy oddać rywalkom piłkę z nadzieją, że to one stracą punkty, a tak się nie stało. Na szczęście ten set skończył się ostatecznie naszą wygraną - dodaje opiekun szczecinianek.

Sobotni pojedynek kosztował sporo sił nie tylko zawodniczki, ale również trenera, który grał razem ze swoimi podopiecznymi. - Każdy trener musi być trochę aktorem i potrafić podbudować drużynę w trudnych momentach. Czasami trzeba dostać żółtą kartkę, żeby zdjąć napięcie z dziewczyn. Każdy na to, co dzieje się na boisku reaguje tak, jak mu serce podpowiada. Ja chcę być pomocny zespołowi, a nie tylko stać z boku i robić zmiany, bo nie tak sobie wyobrażam rolę trenera - kończy Prus.


źródło: inf. własna / Polskie Radio Szczecin

nadesłał: Radosław Nowicki

zgłoś błąd

Podziel się linkiem: facebook twitter gg wykop google