Aktualności Strefy Siatkówki

x - [stare] Impel Wrocław (K) - 2012/2013

fot. Cezary Makarewicz

Impel Wrocław jest mężczyzną

11.05.2013, 13:46

Koniec sezonu to czas podsumowań, czas, kiedy rozliczamy plusy i minusy. Impel Wrocław jest zespołem, na temat którego po tegorocznych rozgrywkach ORLEN Ligi napisać jest bardzo ciężko. Ale warto chociaż spróbować...


Zaczęło się od zmiany nazwy klubu - zrezygnowano z członu "Gwardia". Wielu sympatyków wrocławskiej siatkówki podeszło do tego przemianowania zespołu ze sporą dozą nieufności, obyło się jednak bez wojny. Dlaczego? Przede wszystkim należy mocno pochwalić zarząd "nowego" klubu, który wyraźnie zaznaczył, że nie zamierza absolutnie zrywać z tradycjami Gwardii, a dodatkowo przed startem rozgrywek ligowych zorganizował turniej "Gwardia Cup 2012 Impel Wrocław. Dziękuję!". Impreza nie dość, że była bardzo dobrym sprawdzianem dla podopiecznych Rafała Błaszczyka, to dodatkowo przyciągnęła do Wrocławia gwiazdy światowej siatkówki (w turnieju wystąpiły Azzerail Baku, Fenerbahce Stambuł, S.C. Drezno - przyp. red.).

A propos przyciągania, tutaj też zarząd klubu z Wrocławia dał spory popis. Kim Staelens, Katarzyna Konieczna, Patrycja Polak, Vesna Djurisić, Makare Wilson, czyli nowe zawodniczki ekipy Impelu pozwalały przypuszczać, że zapowiedzi o włączeniu się klubu do walki o medale ORLEN Ligi nie jest tylko niewinnym grożeniem palcem w stronę zespołów z Muszyny, Sopotu czy Dąbrowy Górniczej. Osoby związane z klubem starały się jednak przed sezonem nie dmuchać balonu i raczej studziły mistrzowskie zapędy. Oczywiście wiadomo, że były to oficjalne wypowiedzi, a w marzeniach, jak to w marzeniach...

I właśnie marzenia prysły dość szybko. Start rundy zasadniczej w wykonaniu wrocławianek był bardzo słaby - porażka u siebie z Piłą, a następnie w Bydgoszczy z tamtejszym Pałacem. Nie chciałbym się wdawać w szczegółową analizę wyników poszczególnych kolejek - po pierwsze, po co psuć sobie humor po sezonie, a po drugie, przecież w każdej chwili mogą państwo je przejrzeć w zakładce wyniki. Krótko i na temat - wyniki były tragiczne i nawet trenerowi Rafałowi Błaszczykowi, który kojarzony był przez wielu jako ostoja spokoju, coraz częściej zdarzało się okazywać swoje negatywne emocje. Na półmetku rywalizacji w rundzie zasadniczej Impel Wrocław mógł "pochwalić się" siódmym miejscem i sześcioma zdobytymi punktami (dwie wygrane 3:2, dwie porażki 2:3 - przyp. red.). Sami państwo przyznacie, że nieco mało jak na zespół, który miał włączyć się do walki o medale.

Z perspektywy czasu mogę przyznać, że był to niezwykle trudny okres dla wszystkich. Włodarze klubu z narastającym niepokojem patrzyli na coraz gorsze wyniki, zawodniczki starały się z całych sił, aby nie pokazać po sobie, iż powoli same zaczynają tracić nadzieję i wiarę w siebie. Kibice, jak to w piosence, "na zawsze wierni i oddani", ale chwilami też było im ciężko. Nawet dziennikarze, wiem to sam po sobie, momentami traktowali mecze we wrocławskiej Orbicie jako zło konieczne.

Po jedenastej kolejce, w której Impel Wrocław de facto zwyciężył (pokonał Pałac Bydgoszcz 3:2 - przyp. red.), z posadą pierwszego szkoleniowca pożegnał się Rafał Błaszczyk, a jego obowiązki przejął drugi trener Marek Solarewicz. Koniec 2012 roku nie wyglądał zbyt różowo...

Teraz proszę państwa o szczególną uwagę. Drugiego stycznia 2013 roku klub podaje do wiadomości nazwisko nowego szkoleniowca ekipy, którym zostaje Tore Aleksandersen. Moja prośba o uwagę była podyktowana faktem, iż przytoczona środa na początku stycznia była przełomowym momentem w tegorocznych przygodach Impelu Wrocław. Nazwisko szkoleniowca nie było zbyt znane i tylko nieliczni znali jegomościa z Norwegii. Kraj ten pewnie większości kojarzy się z wikingami, ale mi osobiście od tego sezonu kojarzy się także z czarodziejami.

Tore Aleksandersen zmienił mocno oblicze wrocławskiej ekipy. Drużyna odzyskała wiarę w siebie, pokazała zgoła inną siatkówkę, niż miało to miejsce na początku rozgrywek, a do tego, co najważniejsze, zaczęła wygrywać. Kiedy w czternastej kolejce siatkarki z Dolnego Śląska pokonały na wyjeździe Atom Trefl Sopot, sam nie mogłem wyjść ze zdziwienia i aż na czterech różnych portalach sprawdzałem, czy to aby poprawny wynik.

Ekipa zakończyła rundę zasadniczą na siódmym miejscu, chociaż z pełną odpowiedzialnością mogę napisać, że gdyby nie słabszy początek, lokata mogłaby być zdecydowanie lepsza. Siódme miejsce może nie było szczytem marzeń włodarzy, bo było to zaledwie o krok od walki o utrzymanie, ale ostatnie występy pozwalały z optymizmem patrzeć w przyszłość. Nim przejdziemy do fazy play-off, chciałbym zrobić małą dygresję tematyczną, ale związaną z chronologią.

W tym miejscu trzeba wspomnieć o rozgrywkach o Puchar Polski. Dla zespołów z ORLEN Ligi zazwyczaj największe przygody z tymi rozgrywkami zaczynają się od fazy ćwierćfinałów. Impel na tym poziomie trafił na BKS Aluprof Bielsko-Biała. Ekipa, po świetnym początku sezonu, przechodziła spory kryzys, jednak na pewno nie był to zespół, który można zaliczyć do łatwych przeciwników. Impel zawsze toczył niezwykle zacięte boje z ekipą BKS-u, ale zazwyczaj górą były rywalki. Tym razem było inaczej i ku zdziwieniu wielu osób do turnieju finałowego Pucharu Polski awans wywalczył Impel Wrocław. Włodarze klubu musieli odczuwać niesamowitą satysfakcję, patrząc na plakaty promujące tę imprezę - cóż, spłatali małego figla organizatorom. W turnieju finałowym Impel nie zdołał co prawda pokonać przeciwniczek z Sopotu, ale trzeba oddać, że spotkanie stało na niezwykle wysokim poziomie i wrocławianki godnie zaprezentowały się w tych rozgrywkach.

Wracamy zatem na boisko ligowe i mamy przed sobą I rundę play-off. Rywal  -MKS Tauron Dąbrowa Górnicza, ekipa z mistrzowskimi aspiracjami, świeżo upieczony zdobywca Pucharu Polski. W pierwszym spotkaniu w trzech setach zwycięża Impel Wrocław, który tym samym wprawia w zdumienie wielu komentatorów oraz dostarcza sporej radości swoim kibicom. Na tym jednak zakończyły się zwycięstwa wrocławianek nad ekipą Waldemara Kawki, ale absolutnie nie można powiedzieć, że Impel poddał się bez walki. Oj, działo się sporo w tych spotkaniach...

Drużynie z Wrocławia pozostała zatem walka o piąte miejsce w ORLEN Lidze. Walka ta toczyła się w cieniu rozgrywek o medale, a dodatkowo przegrane spotkania jakoś w naszym kraju nie budzą zbyt dużych emocji. Może winna leży w fakcie, iż jedynym, o co teoretycznie walczą zespoły, jest prawo występu w europejskich pucharach, które hmm, no właśnie, jest nagrodą czy karą?

Jednak wbrew temu, wrocławianki zapewniły kibicom sporo emocji - w spotkaniach z Pałacem Bydgoszcz czy później z PTPS-em Piła można było zobaczyć kawałek naprawdę dobrej siatkówki. Impel Wrocław ostatecznie sezon 2012/2013 ORLEN Ligi zakończył na piątym miejscu i tym samym powtórzył wynik z ubiegłorocznych rozgrywek.

Podsumowując sezon w wykonaniu jakiegokolwiek zespołu, nie można oczywiście pominąć głównych aktorek sportowego spektaklu, czyli w tym przypadku siatkarek Impelu Wrocław. Przyznam, że ciężko jednoznacznie ocenić ich postawę. Impel Wrocław w tym sezonie miał bardzo wyrównany skład i ciężko było jednoznacznie wskazać liderkę. Oczywiście nie zapomniałem o Katarzynie Koniecznej, która wielokrotnie brała na siebie ciężar gry, jednak w dalszym ciągu skłaniam się ku opinii, że wrocławska ekipa to kolektyw, a nie zbiór indywidualności. Być może się mylę, ale... bardzo dobry sezon zanotowała Bogumiła Pyziołek, która wyrosła na pewny punkt zespołu. Patrząc na końcowe spotkania, można śmiało przyznać, że każda zawodniczka udowodniła, że drzemie w niej spory potencjał i stać ją na grę na wysokim poziomie.

Impel Wrocław ma za sobą naprawdę ciężki i pełen przygód sezon. Drużyna aspirująca do miana potęgi na siatkarskiej mapie Polski przeszła w tym roku sporą szkołę życia i można powiedzieć, że zapłaciła frycowe. O tegorocznej postawie ekipy z Dolnego Śląska napisałoby się wręcz książkę, w której można przeanalizować wszystkie przyczyny słabego startu, późniejszej poprawy, itp. Na początek sezonu, moim zdaniem, złożyło się wiele czynników i na pewno nie można mówić, że wina za słabe wyniki jest efektem złej pracy trenera Błaszczyka czy postawy Kim Staelens. Ze swojej strony chciałbym publicznie posypać głowę popiołem i przyznać się do błędu, jakim był brak wiary w zmianę postawy drużyny z Wrocławia. Jak widać, w siatkówce możliwe jest wszystko. Cytując sławną wypowiedź sprzed wielu lat: "prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym, jak kończy, a nie jak zaczyna". Tym samym mają państwo odpowiedź na frapujące was zapewne od początku pytanie - "Skąd taki tytuł tego artykułu?"


źródło: inf. własna

nadesłał: Sebastian Solecki

zgłoś błąd

Podziel się linkiem: facebook twitter gg wykop google 

[ zamknij ]

Informacja o plikach cookies

Informujemy, że używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych techniologii w następujących celach: reklamowych, statystycznych oraz w celu umożliwienia logowania się w serwisie.

Te technologie mogą też stosować współpracujące z nami firmy badawcze, partnerskie oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W Twojej przeglądarce możesz zmieniać ustawienia dotyczące cookies. Informujemy jednak, że jeżeli to zrobisz, nie będziesz mógł w pełni wykorzystywać funkcjonalności serwisu.

Korzystanie z naszego serwisu bez zmiany ustawień dotyczących plików cookies oznacza, że akceptujesz umieszczanie cookies na twoim urządzeniu.